Górskie opowieści

Polecamy:

Górskie opowieści
historie z gór

Oto trzy wybrane historie:

SYLWESTER NA NARTACH
trzecia historia

Na Sylwestra mieliśmy zostać w domu, ale znajomi namówili nas na wyjazd do Szklarskiej Poręby. Spędziliśmy naprawdę cudowny czas, bo trafiliśmy na doskonałe warunki do jazdy na nartach, a to właśnie była główna przyczyna naszego pobytu w górach. Noc sylwetrową mieliśmy spędzać tradycyjnie na sali balowej, ale w ostatnim momencie plany zmieniliśmy. Na ogłoszeniu w miejscowym biurze turystycznym przeczytaliśmy ogłoszenie o organizacji nocy sylwestrowej na nartach. Wahaliśmy się trochę, ale pani w biurze namówiła nas, bo to przeżycie niesamowite i każdy chwali sobie taki sposób na sylwestra. Wyciągiem dostaliśmy się na Szrenicę, a potem już jeździliśmy stale po Hali Szrenickiej. Jeździliśmy w grupie z pochodniami - świetne. Przed północą zjechaliśmy do dolnej stacji wyciągu i impreza dalej trwała tutaj. Były gorące napoje, barszcz, gorące jedzenie, były fajerwerki i występy różnych zespołów. Jeszcze troszkę pojeździliśmy na nartach, a potem potańczyli i ok. drugiej przyszliśmy do pensjonatu. Super sylwester.

BURZA
drugia historia

Ostatnio byliśmy w górach. Pogoda nie była zbyt ciekawa, bo w zasadzie cały czas popadywało, ale my tak bardzo kochamy szlaki i nasze wędrówki, że i to nam nie przeszkadzało. Jednego dnia, wyposażeni jak zawsze w peleryny przeciwdeszczowe, ubranie na zmianę i specjalne wkładki w buty, wyruszyliśmy w góry. Założenia mieliśmy ambitne, bo ze Śnieżki chcieliśmy przejść szczytami aż na Szrenicę i w końcu się to nam udało, ale kosztowało nas to sporo. Z rana to nawet słoneczko słabiutko prześwitywało przez chmury i było nawet ciepło, ale potem zaczął się koszmar. Na Śnieżkę i potem dalej do Samotni było ładnie, ale gdy weszliśmy już na szczyty na czerwony szlak, to zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Z początku to tak jak zwykle, a potem coraz intensywniej, aż w końcu zaczęła się ulewa. Istne oberwanie chmury, a tu nie ma się nawet gdzie schować. Najgorsze było jednak przed nami. W okolicy Wielkiego Szyszaka zaczęła się burza z silnym wiatrem i opadami gradu. z trudem doszliśmy do schroniska na Szrenicy. W góry już potem nie poszliśmy.

GRZYBOBRANIE
pierwsza historia

W Szklarskiej Porębie spędzałem swój jesienny urlop. Nie mogłem wyrwać się latem i właściwie już miałem zrezygnować z wyjazdu gdziekolwiek, ale w końcu stwierdziłem, że warto choćby zmienić klimat i pooddychać świeżym powietrzem. Zaokrętowaliśmy z żoną w fajnym pensjonacie, wykupiliśmy śniadania i obiadokolacje tylko, by mieć jak najwięcej czasu na zwiedzanie. Pochodziliśmy sporo po okolicznych szlakach, ale ponieważ w okolicy był akurat wysyp grzybów, więc zaczęliśmy namiętnie chodzić do lasu. Wypoczynek dobry, bo też i pożyteczny. W całym pensjonacie pachniały nasze grzyby. Nie tylko wisiały wszędzie na nitkach, ale też suszylismy je w specjalnej suszarce, którą kupiliśmy w miejscowym sklepie. Taki urlop mogłem sobie tylko wymarzyć. Słońce, ciepło, świeże powietrze i leśna cisza. Wypoczynek doskonały. Wyluzowałem się na maksa.