Górskie opowieści

Polecamy:

Górskie opowieści
historie z gór

Oto dwie wybrane historie:

GOPR
drugia historia

Takiej wiosny można sobie tylko wymarzyć. Słońce stało już wysoko, choć to przecież był jeszcze marzec. Na Hali Szrenickiej warunki śniegowe były kapitalne, więc narciarzy było sporo. Większość z nas była już pięknie opalona, tylko białe zęby w słońcu błyskały. Już, już mieliśmy zjeżdżać ze stoku, żeby zjeść jakiś obiad, a ja tak niefortunnie wpadłem w muldę, że jedna z nart mi się wypięła i runąłem na śnieg. Przekoziołkowałem jednak parę razy i poczułem, że w nodze coś chrupnęło. Moja żona zdołała zatrzymać nartę, bo musiałbym szukać jej pewnie gdzieś w lesie, ale ze mną już było gorzej. Nie dałem rady jechać, kość zapewne była strzaskana. Do stacji pośredniej było daleko, o wejściu pod schronisko też nie było mowy. ratownicy GOPR są dobrze przygotowani do ewakuacji takich połamańców. Bez trudu dotransportowali mnie na dół. Okazało się, że mam skręconą nogę w kostce i bez gipsu się nie obyło. Winien jestem ja, bo gdybym uważał to w muldę bym nie wpadł i nogi nie skręcił. Przestrzegam innych.

JAK BIAŁY KIEŁ
pierwsza historia

Takiej przygody, jaką można przeżyć w Szklarskiej Porębie, to chyba nigdzie w Polsce. Zawsze, gdy widziałem w telewizji wyścigi psich zaprzęgów, to marzyłem, by kiedyś móc w czymś takim wziąć udział. Lubię śnieg, mrozu się nie boję, a zima jest dla mnie żywiołem, więc myślę nieraz, że nie urodziłem się pod właściwą szerokością geograficzną. Zazdrościłem kiedyś Wiśniewskiemu oglądając relację z jego pobytu w Laponii, bo robił tam takie rzeczy, o których ja zawsze marzyłem. Kiedy jednak, podczas pobytu w Karkonoszach, usłyszałem że na polanie jakuszyckiej, blisko cZeskiej granicy, odbywają się wyścigi psich zaprzęgów, to musiałem od razu zgłosić swój akces. Opłaciło się, bo zabawa rzeczywiście przednia, a wrażenia pozostaną na całe życie. Nie osiągnąłem oczywiście żadnego dobrego czasu i nie powoziłem sam, a jeszcze z innym facecetem, ale liczy się tylko przygoda. Sam Jack London byłby ze mnie dumny, a ja poczułem się trochę jak traper w Stanach, w końcu XIX wieku.