-
Gratulujemy wyboru!!
- NIEDŹWIADEK
- ZIMOWA KĄPIEL
- GOPR
- SYLWESTER NA NARTACH
- LANG
- KARPACZ
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ
- LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL, GOPR
- DREZYNY, GOPR
- SYLWESTER NA NARTACH, NIEDŹWIADEK
- DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK
- JAK BIAŁY KIEŁ, ZIMOWA KĄPIEL, BURZA, KULIG, KARPACZ
- GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL
- BURZA, JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG
- ZIMOWA KĄPIEL, NIEDŹWIADEK
Górskie opowieści
historie z gór
Gratulujemy wyboru:
KULIG
piąta historia
Ferie w Szklarskiej Porębie udały się nam wspaniale. Śniegu było z początku tyle, co kot napłakał, ale jakoś napadało w końcu i mogliśmy rozkoszować się zimą. Większość czasu spędzaliśmy na stoku, bo narty to nasza pasja, ale popołudnia staraliśmy się z reguły organizować jakoś inaczej. Najbardziej pamiętać będę to popołudnie, kiedy wykupiliśmy sobie kulig. To był taki dwugodzinny objazd po Szklarskiej Porębie, który kończył się pieczeniem barana. Sanki były ciągnięte przez duże sanie, coś około 20 sztuk. Wszyscy wesoło pokrzykiwali i wzajemnie rzucali się śnieżkami. Traf chciał, że ja na moje saneczki wsiadłem bardzo mocno podpity i do tego na samym końcu ogonka. Kiedy, przy jednym z zakrętów z sanek spadłem, to po pierwsze nikt tego nie zauważył, a po drugie zanim się z zaspy zdołałem wygramolić, to i tak mnie nikt nie usłyszał. Czekała mnie dość długa przechadzka po leśnym trakcie. Dopiero po godzinie doszedłem na miejsce, w którym był grill - zafundowałem sobie miłe popołudnie. Nie ma co!
GRZYBOBRANIE
czwarta historia
W Szklarskiej Porębie spędzałem swój jesienny urlop. Nie mogłem wyrwać się latem i właściwie już miałem zrezygnować z wyjazdu gdziekolwiek, ale w końcu stwierdziłem, że warto choćby zmienić klimat i pooddychać świeżym powietrzem. Zaokrętowaliśmy z żoną w fajnym pensjonacie, wykupiliśmy śniadania i obiadokolacje tylko, by mieć jak najwięcej czasu na zwiedzanie. Pochodziliśmy sporo po okolicznych szlakach, ale ponieważ w okolicy był akurat wysyp grzybów, więc zaczęliśmy namiętnie chodzić do lasu. Wypoczynek dobry, bo też i pożyteczny. W całym pensjonacie pachniały nasze grzyby. Nie tylko wisiały wszędzie na nitkach, ale też suszylismy je w specjalnej suszarce, którą kupiliśmy w miejscowym sklepie. Taki urlop mogłem sobie tylko wymarzyć. Słońce, ciepło, świeże powietrze i leśna cisza. Wypoczynek doskonały. Wyluzowałem się na maksa.
DREZYNY
trzecia historia
Do Karpacza jakoś nigdy mnie nie ciągnęło, ale moja żona kocha góry i stara się co roku jechać gdzie indziej, więc ostatnim razem trafiliśmy właśnie pod Śnieżkę. Przyznam, że miasteczko urokliwe, hotel w którym byliśmy porządny, a też i atrakcji jest tam co nie miara. Przeszliśmy i park linowy, i miasteczko westernowe, i muzeum lalek, ale najbardziej podobał się nam kościółek Wang. Coś zupełnie unikalnego, nie tylko w skali Polski, ale i całego świata. To trzeba koniecznie zobaczyć. To, co mnie akurat się w Karpaczu podobało najbardziej to przejażdżki drezyną. Byłem tam aż trzy razy. Dzieciom podobało się również. Nigdy bym nie przypuszczał, że taka frajda czeka mnie właśnie tutaj. Szkoda tylko, że szlak nie jest dłuższy, ale i tak było warto. Nawet najlepiej wyposażona siłownia nie da takiego efektu, jak godzinka jazdy drezyną. Pomysł, który powinny wprowadzać w życie i inne gminy, które nie wiedzą, jak zagospodarować nieczynne już tory kolejowe.
JAK BIAŁY KIEŁ
drugia historia
Takiej przygody, jaką można przeżyć w Szklarskiej Porębie, to chyba nigdzie w Polsce. Zawsze, gdy widziałem w telewizji wyścigi psich zaprzęgów, to marzyłem, by kiedyś móc w czymś takim wziąć udział. Lubię śnieg, mrozu się nie boję, a zima jest dla mnie żywiołem, więc myślę nieraz, że nie urodziłem się pod właściwą szerokością geograficzną. Zazdrościłem kiedyś Wiśniewskiemu oglądając relację z jego pobytu w Laponii, bo robił tam takie rzeczy, o których ja zawsze marzyłem. Kiedy jednak, podczas pobytu w Karkonoszach, usłyszałem że na polanie jakuszyckiej, blisko cZeskiej granicy, odbywają się wyścigi psich zaprzęgów, to musiałem od razu zgłosić swój akces. Opłaciło się, bo zabawa rzeczywiście przednia, a wrażenia pozostaną na całe życie. Nie osiągnąłem oczywiście żadnego dobrego czasu i nie powoziłem sam, a jeszcze z innym facecetem, ale liczy się tylko przygoda. Sam Jack London byłby ze mnie dumny, a ja poczułem się trochę jak traper w Stanach, w końcu XIX wieku.
BURZA
pierwsza historia
Ostatnio byliśmy w górach. Pogoda nie była zbyt ciekawa, bo w zasadzie cały czas popadywało, ale my tak bardzo kochamy szlaki i nasze wędrówki, że i to nam nie przeszkadzało. Jednego dnia, wyposażeni jak zawsze w peleryny przeciwdeszczowe, ubranie na zmianę i specjalne wkładki w buty, wyruszyliśmy w góry. Założenia mieliśmy ambitne, bo ze Śnieżki chcieliśmy przejść szczytami aż na Szrenicę i w końcu się to nam udało, ale kosztowało nas to sporo. Z rana to nawet słoneczko słabiutko prześwitywało przez chmury i było nawet ciepło, ale potem zaczął się koszmar. Na Śnieżkę i potem dalej do Samotni było ładnie, ale gdy weszliśmy już na szczyty na czerwony szlak, to zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Z początku to tak jak zwykle, a potem coraz intensywniej, aż w końcu zaczęła się ulewa. Istne oberwanie chmury, a tu nie ma się nawet gdzie schować. Najgorsze było jednak przed nami. W okolicy Wielkiego Szyszaka zaczęła się burza z silnym wiatrem i opadami gradu. z trudem doszliśmy do schroniska na Szrenicy. W góry już potem nie poszliśmy.
