-
Wybierz trzecią historie:
- NIEDŹWIADEK
- ZIMOWA KĄPIEL
- GOPR
- SYLWESTER NA NARTACH
- JAK BIAŁY KIEŁ
- DREZYNY
- GRZYBOBRANIE
- LANG
- KARPACZ
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- LANG, JAK BIAŁY KIEŁ, BURZA, KULIG
- LANG, NIEDŹWIADEK
- GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL
- JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ
- KARPACZ, NIEDŹWIADEK, DREZYNY, LANG, KULIG
- LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL, GOPR
- GRZYBOBRANIE, JAK BIAŁY KIEŁ, BURZA, KULIG, ZIMOWA KĄPIEL
- BURZA, JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG
Górskie opowieści
historie z gór
Oto dwie wybrane historie:
KULIG
drugia historia
Ferie w Szklarskiej Porębie udały się nam wspaniale. Śniegu było z początku tyle, co kot napłakał, ale jakoś napadało w końcu i mogliśmy rozkoszować się zimą. Większość czasu spędzaliśmy na stoku, bo narty to nasza pasja, ale popołudnia staraliśmy się z reguły organizować jakoś inaczej. Najbardziej pamiętać będę to popołudnie, kiedy wykupiliśmy sobie kulig. To był taki dwugodzinny objazd po Szklarskiej Porębie, który kończył się pieczeniem barana. Sanki były ciągnięte przez duże sanie, coś około 20 sztuk. Wszyscy wesoło pokrzykiwali i wzajemnie rzucali się śnieżkami. Traf chciał, że ja na moje saneczki wsiadłem bardzo mocno podpity i do tego na samym końcu ogonka. Kiedy, przy jednym z zakrętów z sanek spadłem, to po pierwsze nikt tego nie zauważył, a po drugie zanim się z zaspy zdołałem wygramolić, to i tak mnie nikt nie usłyszał. Czekała mnie dość długa przechadzka po leśnym trakcie. Dopiero po godzinie doszedłem na miejsce, w którym był grill - zafundowałem sobie miłe popołudnie. Nie ma co!
BURZA
pierwsza historia
Ostatnio byliśmy w górach. Pogoda nie była zbyt ciekawa, bo w zasadzie cały czas popadywało, ale my tak bardzo kochamy szlaki i nasze wędrówki, że i to nam nie przeszkadzało. Jednego dnia, wyposażeni jak zawsze w peleryny przeciwdeszczowe, ubranie na zmianę i specjalne wkładki w buty, wyruszyliśmy w góry. Założenia mieliśmy ambitne, bo ze Śnieżki chcieliśmy przejść szczytami aż na Szrenicę i w końcu się to nam udało, ale kosztowało nas to sporo. Z rana to nawet słoneczko słabiutko prześwitywało przez chmury i było nawet ciepło, ale potem zaczął się koszmar. Na Śnieżkę i potem dalej do Samotni było ładnie, ale gdy weszliśmy już na szczyty na czerwony szlak, to zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Z początku to tak jak zwykle, a potem coraz intensywniej, aż w końcu zaczęła się ulewa. Istne oberwanie chmury, a tu nie ma się nawet gdzie schować. Najgorsze było jednak przed nami. W okolicy Wielkiego Szyszaka zaczęła się burza z silnym wiatrem i opadami gradu. z trudem doszliśmy do schroniska na Szrenicy. W góry już potem nie poszliśmy.
