-
Wybierz trzecią historie:
- NIEDŹWIADEK
- ZIMOWA KĄPIEL
- GOPR
- SYLWESTER NA NARTACH
- BURZA
- JAK BIAŁY KIEŁ
- DREZYNY
- GRZYBOBRANIE
- LANG
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- GOPR, SYLWESTER NA NARTACH, KULIG, BURZA, JAK BIAŁY KIEŁ
- KULIG, BURZA, JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE
- NIEDŹWIADEK, KARPACZ, LANG, GRZYBOBRANIE, DREZYNY
- GRZYBOBRANIE, KULIG, NIEDŹWIADEK
- LANG, KULIG, SYLWESTER NA NARTACH
- ZIMOWA KĄPIEL, GOPR, SYLWESTER NA NARTACH, KULIG, BURZA
- BURZA, JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG
- SYLWESTER NA NARTACH, KULIG, BURZA, JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY
- LANG, DREZYNY, BURZA, ZIMOWA KĄPIEL
Górskie opowieści
historie z gór
Oto dwie wybrane historie:
KARPACZ
drugia historia
Gdy będac w Karpaczu przeszłam miasteczko wzdłuż i wszerz zaczęłam zdobywać okolice.Pojechałam między innymi z Karpacza do Kowar.Są tam sztolnie po starej kopalni.Przez prawie godzinę chodziłam podziemnymi korytarzami i słuchałam historii tego miejsca.Pomimo iż strasznie zmarzłam byłam zafascynowana.w Kowarach obejrzała również Park Miniatur.Polecam obejrzeni wszystkim turystom.Stoją tam piękne makiety wszystkich zabytków Dolnego Śląska.Karpacz to głównie oscypki, góry Śnieżka a ja ma się szczęście to i można krasnoludki spotkać. Byłam nimi zachwycona. Nieczęsto mogę oglądać takie wspaniałe widoki.Zresztą zachwycają się nimi wszyscy.Nie tylko polscy turyści.Piękno porusza wszystkich.Dlatego też olecam Karpacz jako miłe miasteczko i świetną bazę wypadową w Karkonosze.
KULIG
pierwsza historia
Ferie w Szklarskiej Porębie udały się nam wspaniale. Śniegu było z początku tyle, co kot napłakał, ale jakoś napadało w końcu i mogliśmy rozkoszować się zimą. Większość czasu spędzaliśmy na stoku, bo narty to nasza pasja, ale popołudnia staraliśmy się z reguły organizować jakoś inaczej. Najbardziej pamiętać będę to popołudnie, kiedy wykupiliśmy sobie kulig. To był taki dwugodzinny objazd po Szklarskiej Porębie, który kończył się pieczeniem barana. Sanki były ciągnięte przez duże sanie, coś około 20 sztuk. Wszyscy wesoło pokrzykiwali i wzajemnie rzucali się śnieżkami. Traf chciał, że ja na moje saneczki wsiadłem bardzo mocno podpity i do tego na samym końcu ogonka. Kiedy, przy jednym z zakrętów z sanek spadłem, to po pierwsze nikt tego nie zauważył, a po drugie zanim się z zaspy zdołałem wygramolić, to i tak mnie nikt nie usłyszał. Czekała mnie dość długa przechadzka po leśnym trakcie. Dopiero po godzinie doszedłem na miejsce, w którym był grill - zafundowałem sobie miłe popołudnie. Nie ma co!
