-
Wybierz piątą historie:
- NIEDŹWIADEK
- ZIMOWA KĄPIEL
- KULIG
- DREZYNY
- GRZYBOBRANIE
- LANG
- KARPACZ
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- KARPACZ, DREZYNY, KULIG, ZIMOWA KĄPIEL
- KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL, GOPR, SYLWESTER NA NARTACH
- DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK
- GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL
- NIEDŹWIADEK, KARPACZ, LANG, GRZYBOBRANIE, DREZYNY
- LANG, DREZYNY, JAK BIAŁY KIEŁ, BURZA, NIEDŹWIADEK
- ZIMOWA KĄPIEL, SYLWESTER NA NARTACH, GOPR, DREZYNY, KARPACZ
- LANG, BURZA, SYLWESTER NA NARTACH, GOPR, NIEDŹWIADEK
- LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL, GOPR
Górskie opowieści
historie z gór
Oto cztery wybrane historie
JAK BIAŁY KIEŁ
czwarta historia
Takiej przygody, jaką można przeżyć w Szklarskiej Porębie, to chyba nigdzie w Polsce. Zawsze, gdy widziałem w telewizji wyścigi psich zaprzęgów, to marzyłem, by kiedyś móc w czymś takim wziąć udział. Lubię śnieg, mrozu się nie boję, a zima jest dla mnie żywiołem, więc myślę nieraz, że nie urodziłem się pod właściwą szerokością geograficzną. Zazdrościłem kiedyś Wiśniewskiemu oglądając relację z jego pobytu w Laponii, bo robił tam takie rzeczy, o których ja zawsze marzyłem. Kiedy jednak, podczas pobytu w Karkonoszach, usłyszałem że na polanie jakuszyckiej, blisko cZeskiej granicy, odbywają się wyścigi psich zaprzęgów, to musiałem od razu zgłosić swój akces. Opłaciło się, bo zabawa rzeczywiście przednia, a wrażenia pozostaną na całe życie. Nie osiągnąłem oczywiście żadnego dobrego czasu i nie powoziłem sam, a jeszcze z innym facecetem, ale liczy się tylko przygoda. Sam Jack London byłby ze mnie dumny, a ja poczułem się trochę jak traper w Stanach, w końcu XIX wieku.
BURZA
trzecia historia
Ostatnio byliśmy w górach. Pogoda nie była zbyt ciekawa, bo w zasadzie cały czas popadywało, ale my tak bardzo kochamy szlaki i nasze wędrówki, że i to nam nie przeszkadzało. Jednego dnia, wyposażeni jak zawsze w peleryny przeciwdeszczowe, ubranie na zmianę i specjalne wkładki w buty, wyruszyliśmy w góry. Założenia mieliśmy ambitne, bo ze Śnieżki chcieliśmy przejść szczytami aż na Szrenicę i w końcu się to nam udało, ale kosztowało nas to sporo. Z rana to nawet słoneczko słabiutko prześwitywało przez chmury i było nawet ciepło, ale potem zaczął się koszmar. Na Śnieżkę i potem dalej do Samotni było ładnie, ale gdy weszliśmy już na szczyty na czerwony szlak, to zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Z początku to tak jak zwykle, a potem coraz intensywniej, aż w końcu zaczęła się ulewa. Istne oberwanie chmury, a tu nie ma się nawet gdzie schować. Najgorsze było jednak przed nami. W okolicy Wielkiego Szyszaka zaczęła się burza z silnym wiatrem i opadami gradu. z trudem doszliśmy do schroniska na Szrenicy. W góry już potem nie poszliśmy.
SYLWESTER NA NARTACH
drugia historia
Na Sylwestra mieliśmy zostać w domu, ale znajomi namówili nas na wyjazd do Szklarskiej Poręby. Spędziliśmy naprawdę cudowny czas, bo trafiliśmy na doskonałe warunki do jazdy na nartach, a to właśnie była główna przyczyna naszego pobytu w górach. Noc sylwetrową mieliśmy spędzać tradycyjnie na sali balowej, ale w ostatnim momencie plany zmieniliśmy. Na ogłoszeniu w miejscowym biurze turystycznym przeczytaliśmy ogłoszenie o organizacji nocy sylwestrowej na nartach. Wahaliśmy się trochę, ale pani w biurze namówiła nas, bo to przeżycie niesamowite i każdy chwali sobie taki sposób na sylwestra. Wyciągiem dostaliśmy się na Szrenicę, a potem już jeździliśmy stale po Hali Szrenickiej. Jeździliśmy w grupie z pochodniami - świetne. Przed północą zjechaliśmy do dolnej stacji wyciągu i impreza dalej trwała tutaj. Były gorące napoje, barszcz, gorące jedzenie, były fajerwerki i występy różnych zespołów. Jeszcze troszkę pojeździliśmy na nartach, a potem potańczyli i ok. drugiej przyszliśmy do pensjonatu. Super sylwester.
GOPR
pierwsza historia
Takiej wiosny można sobie tylko wymarzyć. Słońce stało już wysoko, choć to przecież był jeszcze marzec. Na Hali Szrenickiej warunki śniegowe były kapitalne, więc narciarzy było sporo. Większość z nas była już pięknie opalona, tylko białe zęby w słońcu błyskały. Już, już mieliśmy zjeżdżać ze stoku, żeby zjeść jakiś obiad, a ja tak niefortunnie wpadłem w muldę, że jedna z nart mi się wypięła i runąłem na śnieg. Przekoziołkowałem jednak parę razy i poczułem, że w nodze coś chrupnęło. Moja żona zdołała zatrzymać nartę, bo musiałbym szukać jej pewnie gdzieś w lesie, ale ze mną już było gorzej. Nie dałem rady jechać, kość zapewne była strzaskana. Do stacji pośredniej było daleko, o wejściu pod schronisko też nie było mowy. ratownicy GOPR są dobrze przygotowani do ewakuacji takich połamańców. Bez trudu dotransportowali mnie na dół. Okazało się, że mam skręconą nogę w kostce i bez gipsu się nie obyło. Winien jestem ja, bo gdybym uważał to w muldę bym nie wpadł i nogi nie skręcił. Przestrzegam innych.
