-
Gratulujemy wyboru!!
- GOPR
- JAK BIAŁY KIEŁ
- DREZYNY
- GRZYBOBRANIE
- LANG
- KARPACZ
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- JAK BIAŁY KIEŁ, BURZA
- JAK BIAŁY KIEŁ, DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ
- GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL
- LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK, ZIMOWA KĄPIEL, GOPR
- LANG, GRZYBOBRANIE, JAK BIAŁY KIEŁ, BURZA
- DREZYNY, GRZYBOBRANIE, LANG, KARPACZ, NIEDŹWIADEK
Górskie opowieści
historie z gór
Gratulujemy wyboru:
BURZA
piąta historia
Ostatnio byliśmy w górach. Pogoda nie była zbyt ciekawa, bo w zasadzie cały czas popadywało, ale my tak bardzo kochamy szlaki i nasze wędrówki, że i to nam nie przeszkadzało. Jednego dnia, wyposażeni jak zawsze w peleryny przeciwdeszczowe, ubranie na zmianę i specjalne wkładki w buty, wyruszyliśmy w góry. Założenia mieliśmy ambitne, bo ze Śnieżki chcieliśmy przejść szczytami aż na Szrenicę i w końcu się to nam udało, ale kosztowało nas to sporo. Z rana to nawet słoneczko słabiutko prześwitywało przez chmury i było nawet ciepło, ale potem zaczął się koszmar. Na Śnieżkę i potem dalej do Samotni było ładnie, ale gdy weszliśmy już na szczyty na czerwony szlak, to zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Z początku to tak jak zwykle, a potem coraz intensywniej, aż w końcu zaczęła się ulewa. Istne oberwanie chmury, a tu nie ma się nawet gdzie schować. Najgorsze było jednak przed nami. W okolicy Wielkiego Szyszaka zaczęła się burza z silnym wiatrem i opadami gradu. z trudem doszliśmy do schroniska na Szrenicy. W góry już potem nie poszliśmy.
KULIG
czwarta historia
Ferie w Szklarskiej Porębie udały się nam wspaniale. Śniegu było z początku tyle, co kot napłakał, ale jakoś napadało w końcu i mogliśmy rozkoszować się zimą. Większość czasu spędzaliśmy na stoku, bo narty to nasza pasja, ale popołudnia staraliśmy się z reguły organizować jakoś inaczej. Najbardziej pamiętać będę to popołudnie, kiedy wykupiliśmy sobie kulig. To był taki dwugodzinny objazd po Szklarskiej Porębie, który kończył się pieczeniem barana. Sanki były ciągnięte przez duże sanie, coś około 20 sztuk. Wszyscy wesoło pokrzykiwali i wzajemnie rzucali się śnieżkami. Traf chciał, że ja na moje saneczki wsiadłem bardzo mocno podpity i do tego na samym końcu ogonka. Kiedy, przy jednym z zakrętów z sanek spadłem, to po pierwsze nikt tego nie zauważył, a po drugie zanim się z zaspy zdołałem wygramolić, to i tak mnie nikt nie usłyszał. Czekała mnie dość długa przechadzka po leśnym trakcie. Dopiero po godzinie doszedłem na miejsce, w którym był grill - zafundowałem sobie miłe popołudnie. Nie ma co!
SYLWESTER NA NARTACH
trzecia historia
Na Sylwestra mieliśmy zostać w domu, ale znajomi namówili nas na wyjazd do Szklarskiej Poręby. Spędziliśmy naprawdę cudowny czas, bo trafiliśmy na doskonałe warunki do jazdy na nartach, a to właśnie była główna przyczyna naszego pobytu w górach. Noc sylwetrową mieliśmy spędzać tradycyjnie na sali balowej, ale w ostatnim momencie plany zmieniliśmy. Na ogłoszeniu w miejscowym biurze turystycznym przeczytaliśmy ogłoszenie o organizacji nocy sylwestrowej na nartach. Wahaliśmy się trochę, ale pani w biurze namówiła nas, bo to przeżycie niesamowite i każdy chwali sobie taki sposób na sylwestra. Wyciągiem dostaliśmy się na Szrenicę, a potem już jeździliśmy stale po Hali Szrenickiej. Jeździliśmy w grupie z pochodniami - świetne. Przed północą zjechaliśmy do dolnej stacji wyciągu i impreza dalej trwała tutaj. Były gorące napoje, barszcz, gorące jedzenie, były fajerwerki i występy różnych zespołów. Jeszcze troszkę pojeździliśmy na nartach, a potem potańczyli i ok. drugiej przyszliśmy do pensjonatu. Super sylwester.
ZIMOWA KĄPIEL
drugia historia
To, co przytrafiło mi się podczas ostatniego pobytu w Szklarskiej Porębie, może być tylko napomnieniem dla wszystkich nierozsądnych, że góry są niebezpieczne i należy się im szacunek. Moja dziewczyna wcale nie miała ochoty iść tego dnia na wycieczkę, ale ja byłem nieustępliwy i zdołałem ją przekonać. Szliśmy brzegiem rzeki Kamiennej, aż do wejścia na mosty wiodące do Wodospadu Szklarki, by potem wejść szlakiem niebieskim aż do Śnieżnych Kotłów. Za daleko nie uszliśmy jednak, bo miałem nieprzyjemną przygodę. Po krótkim pobycie przy Wodospadzie Szklarki wespięliśmy się po schodkach na górę wodospadu, a potem przy strumyku dalej. Zachciało mi się zmoczyć dłonie w wodzie, więc podszedłem do strumyka i tak niefortunnie stanąłem na oblodzonym kamieniu, że jak długi runąłem do lodowatej wody. Nim zeszliśmy z powrotem do schroniska Kochanówka minęło dobrych 20 minut, a ja o mało życia nie straciłem. Tak wyziębiłem ciało, że z trudem doszedłem do siebie. Bez anginy się nie obyło, ale choć bezkarnie herbaty z prądem popiłem.
NIEDŹWIADEK
pierwsza historia
W górach najbardziej lubimy przebywać jesienią. Jeszcze, jak się ma taką przepiękną, słoneczną pogodę, jaką mieliśmy w październiku, to można być naprawdę szczęśliwym. Czasy, kiedy lasy polskie pełne były wszelakiej zwierzyny odeszły już dawno do historii, ale można jeszcze spotkać króla naszych polskich lasów - niedźwiedzia. To, że w Tatrach niedźwiedzie bywają jest rzeczą naturalną i oczywistą, ale że w Sudetach? Byliśmy na wycieczce górskiej, gdzieś pod Łabskim Szczytem. W planie mieliśmy wejść do schroniska pod łabskim i trochę się posilić, a potem dojść w Śnieżne Kotły, a stamtąd już czerwonym szlakiem na Szrenicę i dalej do Kamieńczyka. Usiedliśmy sobie na kamieniu wypoczywając i usłyszeliśmy nagle pomrukiwanie, gdzieś z lasu. Na ścieżkę, około 100 m od nas wyszedł niedźwiadek. Serca nam struchlały, ale siedzieliśmy spokojnie, nie odzywając się. Popatrzył n nas, jakby wogóle nie widząc, znak nie głodny i pobiegł na drugą stronę ścieżki i zginął w lesie. Nie życzę nikomu takiego strachu, ale przygoda dobra.
